fot. marta zając

 

Wystarczyła jedna mroźna noc... Przez ogród, tydzień temu, wąskim pasem przeszła fala zimna, zmroziła żywe liście hortensji. Wieczorem jeszcze były zielone, rano już zwisłe  i ciemnobrązowe. Ale liście mocno się trzymają zarówno na hortensji ogrodowej - na pierwszym planie - jak i pnącej, oplatającej pień po starej, od dawna martwej, jabłoni - na zdjęciu w tle, za brzozami. Ale roślinom nic nie grozi. Gałęzie są żywe, chociaż ochłodzenie zbyt drastyczne i gwałtowne.

Te zmrożone liście powinny szybko spaść, ale nie chcą. Pomogę krzewom delikatnie je obrywając tak by pędy drewniały, a rośliny nadmiernie nie wysilały się.

Ponieważ potem ociepliło się i przez trzy dni padało prawie bez przerwy, hortensje dostały wystarczająco wody. Jeżeli nie zrobi się zbyt ciepło, powinny spokojnie zahartować się i przetrwają mrozy.

Gorzej, gdyby ocieplenie było długotrwałe. Wówczas bowiem soki mogą zacząć krążyć i wybijać nowe liście. Jak to powstrzymać? Prostym sposobem jest cieniowanie krzewów w dzień, szczególnie gdy wygrzewa je słońce i odkrywanie w nocy, by łapały jak najwięcej chłodu. Ale gdy ogród jest daleko od domu, pozostaje luźne narzucenie na krzew włókniny, tak by hortensje wysuszał wiatr, a nie nagrzewało słońce.