Klon tatarski, odmiana ginnala przepięknie się jesienią przebarwia. W naszym ogrodzie rośnie pod nim jeżyna bezkolcowa, której czerwieniejące owoce nie zdążą już w tym roku chyba dojrzeć. Ale to bez znaczenia, bo co trzeba na soki już zebraliśmy, a z liści zebranych wiosną i sfermentowanych, robimy przeciwzapalną herbatkę, dobrą też ponoć na jesienne  przeziębienia.

Ale wracając do klonu, to chociaż nieznane są nam jego właściwości lecznicze, to lubimy go nie tylko dla wyjątkowych kolorów jesienią. On wręcz płonie o tej porze roku, wygląda tak jak na zdjęciu, które nie jest podkręcone w edytorze. Ale kolorowych klonów jest przecież znacznie więcej. Ale ten jedynie znosi palące słońce i suszę. U nas rośnie oświetlany ze wszystkich stron, ani razu w tym roku nie był też podlewany. Wilgoć miał tylko z tego co popadało i ze ściółki układanej ze świeżo koszonej trawy.  Nigdy też nie był nawożony a ma już z pięć metrów wysokości. Czasem go trochę podcinamy, ale nigdy wiosną, bo obficie z ran płacze.

 

Klon

fot. marta zając

 fot. sabina zając

 

To chyba najmniejsze jabłuszka świata, przynajmniej ja mniejszych nie widziałem. Rosną

u nas w ogrodzie na drzewku chyba dziesięcioletnim, a ciągle niskim. To właściwie krzew niespełna dwumetrowy: JABŁOŃ SARGENTA.

Rośnie fantastycznie, bo w półcieniu, a co rok bardzo obficie kwitnie i owocuje. Nie atakują jej żadne szkodniki, żadne choroby.

Mam tylko jeden problem... Jak te jabłuszka wykorzystać?

 

 

 fot. sabina zając

 

Na surowo są bardzo kwaśne, bardziej niż pigwowiec chyba i twarde. Potem, gdy przejrzeją, szybko się rozpadają. A więc na surowo się nie da.

Kilka lat temu zamarynowałem je z goździkami. Aromat piękny, ale smakowo mniej, jak pamiętam.

Pewnikiem dobry z nich byłby ocet, ale trochę szkoda mi urody owoców. Na ocet wykorzystać mogę dziką jabłoń o nieco większych, bo wiśniowych owocach.

Może więc konfitura?

Znalazłem nawet ciekawy przepis. dotyczy on wprawdzie konfitury z berberysu, ale owoce podobne. Nie jest też trudny. Oto on:

Kilogram owoców, tylko umytych, zalewam gorącym syropem zrobionym ze szklanki wody i 80 dekagram cukru. Potem odstawiam na kilka godzin. Syrop znowu podgrzewam i zalewam ponownie jabłuszka.  Potem jeszcze raz... aż owoce będą szklić się jak kulki. Wówczas przelewam je do wyparzonych słoików i zakręcam... I to już koniec przepisu. Za kilka dni teorię zamienię w praktykę. Ciekaw jestem co wyjdzie.

 

 

fot. sabina zając

 

To kilkucentymetrowe zaledwie maleństwo to najmniejszy znany mi dereń - kanadyjski. Ale kwitnie tas samo cudnie jak trudny do uprawy cousa czy kwiecisty. A te białe płatki, które widać na zdjęciu to nie płatki kwiatu - on jest w środku, prawie niewidoczny - ale przysadki - listki, inaczej mówiąc znajdujące się przy kwiecie.

Dereń kanadyjski jest delikatną, piękną krzewinką okrywową do cienistych miejsc. W ciepłe zimy nie zrzuca liści, ale nawet gdy przymrozi, wiosną wyrastają nowe.

W cienistym, wilgotnym, osłoniętym miejscu, najlepiej pod drzewami, ładnie się rozrasta. U nas w jednej sadzonki, po dwóch latach, namnożyło się już co najmniej kilkanaście roślinek. Trzreba tylko pamiętać, by przed ostrą zimą wysoko obsypać go korą. To praktycznie wszystkie zabiegi jakie stosujemy przy jego uprawie.

Zakwita gdy zechce, zazwyczaj w czerwcu, a potem ma drobne, czerwone owoce utrzymujące się aż do zimy.

 

 

 

 

fot. sabina zając

 

Kupiliśmy drzewo chusteczkowe. Za 14 złotych. Maleństwo, zaledwie 40 centymetrowe, które w przyszłości będzie piękne... tydzień lub dwa tygodnie w roku. Dla tej chwili miłośnicy czekają cały rok, by na przełomie maja i czerwca podziwiać kwiaty... a dokładniej podsadki, duże i białe, kilkunastocentymetrowe. Gdy patrzy się na drzewo od dołu te podsadki wyglądają jak rozkładająca się chusteczka. Stąd potoczna nazwa dawidii.

 

Jak już ja mamy w ogrodzie, na razie w doniczce, musimy znaleźć właściwe miejsce dla drzewka. A o to niełatwo, bo musi być słoneczne, a ziemia wilgotna. Do tego stanowisko powinno być osłonięte od zimnych wiatrów, ale i zastoin mrozowych. A jeszcze pierwszych pięć lat trzeba je osłaniać, a potem chronić przed suszą. Gdy już znajdziemy takie miejsce, drzewko musimy od dołu przycinać, tak by jego rozłożysta korona była ponad naszymi głowami. Dopiero wtedy, patrząc od dołu można w pełni docenić urodę kwitnącej dawidii z kulistymi główkami dwucentymetrowych kwiatów i dużymi, białymi podsadkami.

 

Ale to nie koniec kłopotów. Mamy po prawie 60 lat. Drzewo zakwitnie za jakieś... 20 lat. Naiwnie wierzymy, że tego dnia doczekamy i tego ogrodniczego optymizmu nie może nawet zachwiać wiedza, że jako osiemdziesięciolatkowie możemy do drzewa nie dojść, a jak dojdziemy lub nas dowiozą to niedowidzieć kwiatów, a jak nawet je zobaczymy to nie będziemy pamiętali dlaczego są godne podziwu...

 

 

 

 

fot. sabina zając

 

Nasze hortensje ogrodowe co roku kwitną jednocześnie na dwa kolory: część kwiatów  jest różowa, a część niebieska. Prawdopodobnie korzenie czerpią z ziemi różne składniki. Część ziemi ma więcej naturalnego glinu, co powoduje przebarwienie niektórych kwiatów na niebiesko. Efekt jest niesamowity. Nieprawdaż?