fot. sabina zając

 

Kupiliśmy drzewo chusteczkowe. Za 14 złotych. Maleństwo, zaledwie 40 centymetrowe, które w przyszłości będzie piękne... tydzień lub dwa tygodnie w roku. Dla tej chwili miłośnicy czekają cały rok, by na przełomie maja i czerwca podziwiać kwiaty... a dokładniej podsadki, duże i białe, kilkunastocentymetrowe. Gdy patrzy się na drzewo od dołu te podsadki wyglądają jak rozkładająca się chusteczka. Stąd potoczna nazwa dawidii.

 

Jak już ja mamy w ogrodzie, na razie w doniczce, musimy znaleźć właściwe miejsce dla drzewka. A o to niełatwo, bo musi być słoneczne, a ziemia wilgotna. Do tego stanowisko powinno być osłonięte od zimnych wiatrów, ale i zastoin mrozowych. A jeszcze pierwszych pięć lat trzeba je osłaniać, a potem chronić przed suszą. Gdy już znajdziemy takie miejsce, drzewko musimy od dołu przycinać, tak by jego rozłożysta korona była ponad naszymi głowami. Dopiero wtedy, patrząc od dołu można w pełni docenić urodę kwitnącej dawidii z kulistymi główkami dwucentymetrowych kwiatów i dużymi, białymi podsadkami.

 

Ale to nie koniec kłopotów. Mamy po prawie 60 lat. Drzewo zakwitnie za jakieś... 20 lat. Naiwnie wierzymy, że tego dnia doczekamy i tego ogrodniczego optymizmu nie może nawet zachwiać wiedza, że jako osiemdziesięciolatkowie możemy do drzewa nie dojść, a jak dojdziemy lub nas dowiozą to niedowidzieć kwiatów, a jak nawet je zobaczymy to nie będziemy pamiętali dlaczego są godne podziwu...